Śmierć i pogrzeb Chopina

Końcowe tygodnie życia wielkiego kompozytora, to wciąż służba muzyce i kobiecie. Sporo wyjeżdżał i grywał, pomimo, iż był coraz słabszy.

Chopin był wrażliwym i kochliwym człowiekiem, który nie odważył się zdradzić ani swoich najbliższych, ani wiecznej kochanki – muzyki. Grywał wszędzie, gdzie go zapraszano, bowiem widział w tym sens swoich dni. Śmierć muzyka najpewniej przyspieszyło zakończenie związku z Amantine Aurore Lucile Dupin, zwaną po prostu George Sand. Właściwie nie umiał nigdy znaleźć dobrego kontaktu z jej synem, ona sama zaś miała go zdradzać. Przygnębiony jednakże rozstaniem, opadał z sił. Od tego momentu udało mu się skomponować zaledwie parę miniatur. Opuścił także miejsce pobytu i zamieszkał w Szkocji i Wielkiej Brytanii. Tu poznał kobietę, która nazywana jest dziś wdową po słynnym kompozytorze. Kobietą tą była organizatorka jego pobytu w tych miejscach, pragnąca za niego wyjść Jane Stirling. Miała to był kobieta wrażliwa i szczerze go miłująca. On jednak nie potrafił przygarnąć do serca zbyt nadopiekuńczej Jane.

Kiedy zmarł jego lekarz, wydawać się mogło, iż kompozytor nie widział już możliwości wyjścia z choroby. On jednak nie załamał się i dodatkowo pocieszał przyjaciół, iż to oni są dlań lekarstwem, które doprowadzi go do zdrowia. Zdrowie widział w zieleni roślin i błękicie nieba. Chciał jeszcze bywać i dyskutować. Nie na wszystko pozwalał mu jednak stan. Starał się wciąż uczyć. Doradzono mu, by wyjechał poza Paryż, w którym zaobserwowano początki cholery. W nowym miejscu kompozytor odstawił leki, co przyspieszyło duszności. Kiedy opuścili go przyjaciele i pozostała tylko Jane, Chopin miał dobrą, acz dość męcząca opiekę. Mniej więcej w tym też czasie, dotarło do kompozytora, iż jego dni z wolna kończą się. Zapragnął wówczas pożegnać się z rodziną. Odwiedziła go Ludwika.

Niebawem poeta C. K. Norwid zamieścił w prasie taki nekrolog:  Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel Fryderyk Chopin, zszedł z tego świata[…].

Wielki geniusz ostatnie dni spędził wśród najbliższych mu osób, nie czuł się więc samotny. Zmarł 17 X 1849 r. Przyczyną zgonu mogła być mukowiscydoza, ale do karty zgonu wpisano gruźlicę. Piękny pogrzeb artysty odbył się dopiero po paru dniach 30 X a przewodniczył konduktowi Adam Jerzy Czartoryski. Żegnano go muzyką i łzami. Do kraju powróciło jedynie serce Chopina, które dziś spoczywa w Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie.